Strony

wtorek, 26 lutego 2019

Rozdział trzydziesty siódmy - OSTATNI

Justin POV:
Rano budzę się z przekonaniem, że dzisiejszego dnia pozbędę się Landona, a moja dziewczyna będzie mogła swobodnie studiować, nie obawiając się, że spotka na korytarzu tego ciołka, który uprzykrzał jej życie. Na samą myśl, że jej dotykał, zaciągnął do kibla i chciał czegoś więcej, w moim ciele buzuje krew,
a chęć zaciśnięcia dłoni wokół jego szyi robi się nieznośna. Landon już dawno przekroczył granicę, za bardzo się rozpędził i pozwolił sobie na zbyt wiele. Odkąd wrócił, wciąż mieszał, kręcił się obok mojej dziewczyny i krok po kroku osiągał swój cel, którym było zdobycie jej zaufania oraz sympatii. Brice jest posiadaczką dobrego, wrażliwego serca, wcale nie dziwię się, że polubiła Landona. Kiedy tylko chciał, potrafił zmienić się w słodkiego chłopca z maślanym spojrzeniem. Nie winię Brice, że próbowała bronić tej znajomości, boli mnie jedynie fakt, iż od początku miałem rację, a nasze kłótnie z jego powodu prawie rozpieprzyły nasz związek. Pamiętam, jak stawiała na swoim, za nic w świecie nie chciała mnie posłuchać i wciąż mówiła, że będzie się z nim widywać. Wiedziałem, że Landon się nie zmienił, że wciąż ma mi za złe przelecenie swojej siostry. To pewne, że wcisnęła mu swoją wersję, która diametralnie różniła się od mojej. Była kurewsko nachalna, jakby zdobycie mojego kutasa było dla niej celem numer jeden. A może właśnie taki miała plan? Nastolatki są nabuzowane jak diabli i lubią się przechwalać.



Brice POV:
Wchodzę do budynku z dziko walącym sercem. Jestem zestresowana tym, co ma się dzisiaj wydarzyć i modlę się, aby szef dotrzymał danego mi słowa. Obiecał, że nastraszy Landona, zmusi go do opuszczenia miasta i zakaże powrotu. Byłam ciekawa, jak zareaguje na te rewelacje Landon, ale liczyłam, że nie będzie się stawiał. Ze mną może sobie pogrywać, bo wie, że ma przewagę, ale z szefem bym mu nie radziła. To nie kumpel z podwórka, tylko człowiek, który nie zawaha się posunąć dalej, jeśli Landon zacznie pyskować. I kiedy o nim rozmyślam, jak na zawołanie wchodzi z sali i kroczy dumnie w moją stronę. Staram się uspokoić oddech i przygotować na kolejną porcję strachu, którą za moment mi zafunduje. Nienawidziłam go za to, że tak bardzo się zmienił i był wobec mnie... obcy. Sądziłam, że go poznałam, jednak życie pokazało mi, że ludzi tak naprawdę nie da się przejrzeć. Zawsze mają dwie twarze i pokazują tę, która pasuje do danej sytuacji. Tak było z Landonem. Idealnie odgrywał rolę mojego przyjaciela, był słodki, szarmancki, kulturalny i zawsze otwierał mi drzwi. Lubiłam z nim rozmawiać, tematy były ciekawe i nigdy się z nim nie nudziłam. Czy to w kawiarni u jego cioci, czy w klubie, czy wtedy, kiedy był z rodzicami u nas na obiedzie, rozmowa szła sama, a nam nie zamykały się buzie. Jak
to możliwe, że nagle stał się zupełnie innym człowiekiem? Mam wrażenie, że w ogóle go nie znam.

- Hej - wita się, stając przede mną i zagradzając mi drogę - Chciałem cię przeprosić za wczoraj. Wiem, że przesadziłem, Brice - patrzy na mnie ze skruchą, zakładam ręce na piersiach i przechylam głowę, próbując ocenić, czy mówi szczerze. Nie chcę wierzyć już w żadne jego słowa, okłamał mnie już wystarczająco i nie zasługuje na to, abym w ogóle z nim rozmawiała - Powiedz coś, proszę. Możesz nawet dać mi w pysk.
- Nie czuję takiej potrzeby, Landon, przynajmniej nie w tej chwili. Do powiedzenia też ci nic nie mam, oprócz tego, żebyś wreszcie dał mi spokój i pozwolił cieszyć się studiowaniem. Pozwól mi żyć, okej?
- Okej, dam ci to, czego chcesz, ale pod warunkiem, że między nami będzie tak, jak dawniej. Zgoda?
- Ty słyszysz, co mówisz? - prycham z niedowierzaniem, uśmiechając się bezradnie. Wydawało mi się, że jest inteligentnym człowiekiem, czyżbym znowu się pomyliła? - Grałeś mojego przyjaciela, specjalnie się obok mnie kręciłeś, żeby wrobić mojego chłopaka, a teraz chcesz, aby było jak dawniej? To niemożliwe.
- Możliwe, Brice! Po prostu zapomnij o tym, proszę. Zależy mi na tobie, j-ja... zakochałem się w tobie.
- O mój Boże - chowam twarz w dłoniach, bo nie mogę na niego patrzeć - Muszę iść na zajęcia. Na razie.
- Nie, poczekaj - chwyta moje ramię i przyciąga mnie do siebie, ale robi to delikatniej, niż wczoraj. Nie zmienia to jednak faktu, że jego dotyk nie jest mile widziany - Widziałem się wczoraj z Alexem - o nie! Zamieram, a krew odpływa mi z twarzy. Nie widziałam go od momentu, kiedy byłam z Landonem na sushi. Prawie o nim zapomniałam - Wypiliśmy po drinku i od słowa do słowa weszliśmy na twój temat. Ja wszystko wiem, Brice. Wiem, że to Justin cię zgwałcił - szepcze cicho, a w jego spojrzeniu dostrzegam współczucie. Kręci mi się w głowie, nogi słabną, ale Landon trzyma mnie mocno i sadza na krzesełku, kucając przede mną - Cholera, zbladłaś. Wszystko dobrze? - nie, nic nie jest dobrze, chcę krzyczeć, ale żadne słowa nie przechodzą mi przez gardło. Jestem zbyt zszokowana, aby cokolwiek powiedzieć. Jakim prawem Alex mu to powiedział?! Kolejny przyjaciel do kolekcji! - Dlaczego, Brice? Dlaczego jesteś akurat z nim, huh?
- N-nie zadawaj mi takich pytań - oddycham głęboko, biorę się w garść i odważnie patrzę mu w oczy - Mam dość tego, że obcy ludzie wtrącają się w moje życie. Alex nigdy nie powinien był ci o tym mówić, bo to nie jest jego sprawa. Nie będę ci się tłumaczyć, ani opowiadać o tym, co czuję do Justina, bo szkoda na to mojego czasu. Tak, to Justin mnie zgwałcił, a ja mu wybaczyłam. Koniec tematu - zrywam się na nogi, mijam go i czym prędzej odchodzę. Mam dość tego, że to gówno zawsze do mnie wraca.



Justin POV:
Punkt czternasta trzydzieści parkuję pod uczelnią. Wychodzę z samochodu, opieram się o drzwi i zakładam ręce na piersiach, czekając na Brice oraz Landona. Wiem, że skurwiel kończy o tej samej godzinie i z pewnością wyjdzie zaraz za moją dziewczyną, co dzieje się, nim mam szansę skończyć o tym myśleć. Muszę naprawdę kurewsko się kontrolować, aby nie podejść i nie odcisnąć na jego twarzy mojej pięści. Jego chytry uśmieszek w niczym nie pomaga, wręcz przeciwnie, wzmaga mojego wkurwa i gdyby nie Brice, która podbiega i wtula się we mnie mocno, pewnie po moim opanowaniu nie pozostałby nawet ślad.
- Wszystko w porządku? - szepczę w jej włosy, a Landon staje tuż obok nas - Czy on coś ci zrobił, kotku?
- Nie - mówi, nie odrywając się ode mnie, ale średnio jej wierzę - Pojadę do domu, pośpiesz się, dobrze?

- Jasne - odchylam ją, głaszczę po policzku i muskam usta, które należą tylko do mnie - Do zobaczenia w domu - otwieram drzwi od samochodu, który ostatnio jej skołowałem i czekam, aż odjedzie. Macha mi na pożegnanie, a Landon nie spuszcza z niej wzroku - Kurwa, człowieku! Jeszcze ci mało? Nie gap się!
- Wolno mi to robić, stary - wzrusza ramionami, udając wyluzowanego - Nic nie możesz z tym zrobić.
- To się jeszcze okaże. Przyjedź pod ten adres - wręczam mu karteczkę z namiarami na szczere pole i wsiadam do samochodu - Muszę z tobą pogadać - wpatruje się we mnie dziwnie, ale kiwa głową. Nie mogę zgarnąć go sprzed uczelni, żebym nie był ostatnią osobą, z którą go widziano. Pozory przede wszystkim.

Melduję się przy magazynie chwilę potem. Roger jest już na miejscu, szef również, a na widok broni trochę się spinam. Nie mam pojęcia, jak przebiegnie ta "rozmowa", ale liczę na to, że Ladon po prostu spęka i ucieknie. Nie znosiłem go, wkurwiał mnie, ale zabicie go było ponad moje siły. Może i kradłem samochody, robiłem coś, czego nie powinienem, ale nie byłem i nigdy nie będę, kurwa, mordercą! Szef to inna bajka.
- Wszystko gotowe. Landon powinien być na miejscu niebawem. Pogadam z nim, a potem jest szefa.
- To mi się podoba - uśmiecha się przebiegle, wsuwając gnata za pasek spodni - Oby współpracował.
- Cóż, kiedy tylko zobaczy broń, na pewno nie będzie fikał. Jest mocny tylko w gębie, poza tym to cienias.


Miejsce, w którym się spotykamy, jest oddalone od magazynu o dwanaście kilometrów. Szef miał głowę na karku i nie miał zamiaru robić niczego, co było w zasięgu miejsca dla niego ważnego. Nie było tutaj kompletnie nic, oprócz łąki i małego jeziorka. Droga ciągnęła się przez las i nie kręcił się tutaj nikt, kto mógłby nam przeszkodzić. I dopiero kiedy widzę Landona, dopada mnie stres. Nie mam pojęcia, co się wydarzy, a nie chciałem być świadkiem najgorszego. Wyrzuty sumienia gryzłby mnie do końca życia.
- Co to ma być? - Landon podchodzi do nas, zaskoczony i chyba przestraszony - Chciałeś pogadać, tak?
- Tak - opieram tyłek o drewnianą ławkę i myślę, od czego zacząć - Brice powiedziała mi, że to ty mnie wrobiłeś - robi krok w tył, a dłonie zwija w pięści - Nie jestem tym zaskoczony, stary. Mogłem się spodziewać, że będziesz chciał się zemścić za siostrzyczkę, która sama wskoczyła mi do łóżka. Wiedz jedynie, że wybrałeś sobie naprawdę najgorszą z możliwych opcji. Zadarłeś nie tylko ze mną, ale i z nim - kiwam głową na szefa, który wygląda na wyluzowanego. Na razie - To mój szef, pracodawca. Dla niego kradnę samochody, Landon. Przez ciebie musiał wstrzymać interes na trzy tygodnie, a to ogromne straty.
- Dokładnie, dzieciaku. Poza tym ruszyłeś mojego najlepszego człowieka, lidera. To był ogromny błąd.
- Musiał zapłacić za to, co zrobił mojej siostrze! Nie miał prawa dotknąć jej nawet małym palcem!
- Och, daj spokój! Traktujesz ją jak dziecko, a Mia ma siedemnaście lat i dla twojej wiadomości, nie była dziewicą, kiedy ją pieprzyłem! Niespodzianka! Twoja siostrzyczka puściła się już wcześniej, czaisz?!
- Pieprzę to! Ostrzegałem cię wiele razy, żebyś trzymał się od niej z daleka, ale musiałeś to zrobić!
- Szczerze? Lałem na to, była mi kompletnie obojętna - Landon drga i robi krok w moją stronę - Chcesz się bić? Jestem na to gotowy, ale nie po to tu dzisiaj jesteśmy. Nie będziemy rozmawiać o Mii, ale o tym, co zrobisz. Wkurwiłeś mojego szefa, jest przez ciebie stratny, a za to należy się kara. Współpracuj, Landon.
- Pierdol się, Justin! Nic nie możecie mi zrobić! Moja matka to ważna szycha w tym mieście, czyżbyś o tym zapomniał? Pracuje z ojcem twojej słodkiej dziewczyny, którą, jak się wczoraj dowiedziałem, zgwałciłeś!
- Chuj ci do tego! - teraz to ja robię krok, ale Roger natychmiast do mnie podchodzi. Jebany ochroniarz! - To nie jest twój zasrany interes, Landon, więc z łaski swojej odpierdol się od mojej dziewczyny!
- Jesteś chory, kurwa! Zrobiłeś jej potworną krzywdę, a ona ci wybaczyła! Naprawdę myślisz, że tak cudowna dziewczyna może być z kimś takim, jak ty?! Pewnie nawet cię nie kocha, tylko wciska ci jebany kit! - po tych słowach już nic nie jest w stanie mnie zatrzymać. Rzucam się na niego, przypieram do drzwi jego samochodu i napierdalam raz za razem. Walczy, próbuje się obronić, ale jest za cienki, aby mnie pokonać - M-możesz mnie skatować - jęczy pod nosem, kiedy potrząsam nim jak szmatą - Ale to nic ci nie da. Kocham ją. Kocham Brice, Justin. Mam zamiar o nią powalczyć i dać jej to, na co zasługuje. Zrobię wszystko, żebyś ją stracił, bo nigdy na nią nie zasługiwałeś! Jesteś śmieciem, który posunął się do czegoś strasznego. Wziąłeś jej ciało siłą! - nie jestem w stanie się ruszyć, dzięki czemu Landon odpycha mnie od siebie i ociera krew z wargi. Jego słowa niczym echo odbijają się w mojej głowie, rozdzierając serce na kawałki. Mogę o tym nie myśleć, mogę zepchnąć swój czyn głęboko w otchłań umysłu, ale nie pozostanie tam zbyt długo, bo ktoś ponownie wyrzuci mi to gówno prosto w twarz. Staram się dla niej każdego dnia, walczę ze swoimi demonami, gniewem, zmieniam się, ale to wszystko na nic. Ma rację, jestem śmieciem, który skrzywdził tę biedną, niewinną dziewczynę - Prawda boli, co? - spluwa z pogardą, uśmiechając się.
- Dość! - szef przerywa ten cyrk, podchodzi do Landona i wyjmuje spluwę. Jego mina jest wręcz komiczna i gdybym nie był otępiały, pewnie bym się roześmiał - Spotkaliśmy się tutaj z powodu twojego błędu, dzieciaku. Nie będziesz jeździł po moim człowieku i wypominał mu jego błędów, bo sam popełniłeś karygodny. Zapłacisz za niego, ale dam ci wybór - patrzy na mnie i na Rogera, po czym rozkazuje - Spieprzajcie stąd. Resztę dokończę sam - już otwieram usta, aby powiedzieć mu, żeby się pierdolił, ale wystawia broń i unosi brew - Posłuchaj mnie, Justin. Wynoście się obaj, zadzwonię do was później - Roger ciągnie mnie za bluzę, wpycha do swojego samochodu i rusza z miejsca, aż się kurzy. Landon schodzi na drugi plan, a na wierzch wychodzą wszystkie obawy i strach, jakie schowałem gdzieś głęboko. 



Brice POV:
Mija zbyt dużo czasu, a moje nerwy są napięte jak postronki. Nerwowo spaceruję z Ami po ogrodzie, co rusz zerkam na telefon, ale nie ma żadnych wiadomości, ani połączeń. Szlag! Minęło ponad trzy godziny,
co tyle trwa? Justin obiecał mi, że upora się z tym raz dwa i wróci do mnie, a tymczasem nie ma po nim nawet śladu. Boję się, że coś poszło nie tak, że stało się coś strasznego i być może szef nie dotrzymał danego mi słowa. Boże! Moje serce szaleje z niepokoju, wybieram numer Justina i próbuję się do niego dodzwonić. Jeden, drugi, trzeci raz, ale nie odbiera, potęgując moje szaleństwo. Próbuję to samo z Rogerem, a kiedy i on milczy, mam ochotę wszystko rzucić i pojechać do magazynu. Właśnie! Magazyn! Cholera, pewnie tam teraz są. Muszę tam pojechać, przekonać się, że wszystko jest w porządku, inaczej zwariuję! I kiedy ruszam w stronę domu, aby poprosić mamę, aby zajęła się małą, rozdzwania się mój telefon. Co dziwne, nie dzwoni Justin, a Roger. Odbieram ze strachem, a jego słowa mnie szokują.
- Musisz przyjechać w miejsce, które ci zaraz podam, Brice. Proszę, zrób to. On cię teraz potrzebuje.


Chwilę potem zapieprzam, łamiąc chyba wszystkie przepisy i dziesięć minut później parkuję z piskiem opon. Wypadam jak wystrzelona z procy, biegnę przed siebie i wlepiam wzrok w stojącego przy barierce Justina. Nie mam pojęcia, co robi na tym wzgórzu i dlaczego wpatruje się w dal tak obojętnie. Boję się.
- Co się stało? - pytam zdyszana, zerkając na stojącego obok Rogera - Błagam, powiedz mi. C-co się...
- Landon wie, że Justin cię zgwałcił. Rzucił mu to prosto w twarz, a on przejął się tym pierdoleniem.
- Boże, skarbie - staję na palcach, ujmuję jego twarz w dłonie i zmuszam, aby na mnie spojrzał. Płakał, widzę to, a ta myśl rani mnie jak nic innego - Nie pozwalam ci się tym zamartwiać, rozumiesz? - mówię pewnie, zaciskając szczękę. Musi widzieć moją siłę - Kocham cię najmocniej na świecie, wiesz o tym! Nic oprócz ciebie i naszego dziecka nie ma dla mnie znaczenia, przysięgam! Landon nie ma racji, a wiesz dlaczego? Bo nie ma pojęcia o naszym uczuciu, które jest silne i nierozerwalne. Powiedz, że mnie kochasz - błagam go i modlę się, aby ze mnie nie zrezygnował. Jeśli się poddał, moje serce pęknie na kawałki.
- Kocham cię - szepcze ledwie słyszalnie, zamyka oczy i chwyta moje nadgarstki - Jesteś wszystkim, co mam, Brice. Bez ciebie nie ma mnie - opieram czoło o jego, a ciepłe łzy zalewają nie tylko moje policzki, ale i jego. Płaczemy oboje, bo pewien gnojek ponownie wyciągnął na wierzch to, co zostało zapomniane. Najpierw Alex, teraz Landon. Ile razy jeszcze ktoś wypomni Justinowi ten cholerny błąd? Niech idą się pieprzyć! - Skrzywdziłem cię, Brice, tak cholernie skrzywdziłem. On ma rację, nie zasłużyłem na ciebie.
- Przestań, Justin. Nie pozwalam ci tak mówić, jasne? Wybaczyłam ci, zapomniałam, dałam szansę na naprawienie błędu, a ty to zrobiłeś. Uszczęśliwiasz mnie, podarowałeś mi coś pięknego, coś o czym marzyłam od ponad trzech lat. Twoją miłość. Czy przez Landona chcesz odejść, zostawić mnie i Amelię?
- Nie - kręci głową, jednak jego głos wcale mnie nie przekonuje. Moje biedne serce podskakuje ze strachu, że ponownie będę cierpieć, wylewać morze łez i tęsknić za chłopakiem, który będzie daleko stąd. Już raz mnie opuścił, a ja wariowałam z bezsilności i tęsknoty. Nie chcę powtórki - Co nie zmienia faktu, że zasługujesz na więcej, na dużo więcej. Nie jestem dla ciebie odpowiedni. Kawał ze mnie skurwysyna.
- Możesz przestać?! - podnoszę głos, odsuwam się od niego, a gniew pochłania mnie całkowicie. Otwiera oczy i marszczy brwi, patrząc na mnie z lekkim szokiem - Nie karm mnie tymi bzdurami, dobrze?! Pieprzę Landona, pieprzę Alexa, którzy wcinali się w nie swoje sprawy! Nic innego oprócz ciebie mnie nie obchodzi, ale jeśli wolisz słuchać pierdolenia Landona, twoja sprawa! Możesz być ze mną i Amelią. Możesz odzyskać spokój, stworzyć rodzinę, albo zadręczać się słowami chłopaka, który nic dla nas nie znaczy! Wybór należy tylko do ciebie - po tych słowach odchodzę, wsiadam do samochodu i odjeżdżam z walącym w piersi sercem. Musiałam to zrobić. Musiałam nim potrząsnąć, zamiast żałować go i pocieszać. Musi wziąć się w garść, przestać słuchać innych, a skupić się na nas. Oby tylko wybrał właściwie.

Czas mija. Każde tykanie zegara jest dla mnie udręką, bo Justin nie odezwał się do mnie od czasu, kiedy rozmawialiśmy na wzgórzu. Minęło cztery godziny, dochodzi dwudziesta druga, Amelia już dawno zasnęła, a ja siedziałam w fotelu, patrzyłam na córkę i umierałam ze strachu. Może byłam dla niego zbyt ostra? Poniosło mnie, wybrałam gniew zamiast żalu, a być może on potrzebował pocieszenia, nie słownego policzka. Boże, ależ ze mnie idiotka. Jeśli straciłam go przez ten cholerny wybuch, nigdy sobie tego nie wybaczę. Nasz związek od początku nie był prosty, przeszliśmy przez tak wiele, ale nauczyliśmy się ze sobą żyć, pokonaliśmy trudności, a teraz to miało się skończyć? Tak po prostu? Przez kilka słów gnojka, który nie wie, kiedy przestać mówić? Już wolałabym, abyśmy rozstali się przez tę sukę Charlotte, przez jego zdradę, czy kolejną kłótnię, w której padłyby bolesne dla mnie słowa. Nie przez człowieka, który udawał mojego przyjaciela. I nie wtedy, kiedy byliśmy na dobrej drodze do szczęścia i stabilizacji.


O północy jestem już pewna, że Justin wybrał inaczej, niż zakładałam. Poddaję się, przebieram się w piżamę, rozczesuję włosy i związuję je w koka na czubku głowy. Muszę się położyć, inaczej moja głowa eksploduje od myśli, które dręczą mnie i wywołują poczucie winy. Pewnie nawet nie uda mi się zasnąć,
ale przynajmniej położę głowę na poduszce, która pachnie nim. Zamknę oczy i wyobrażę sobie, że wszystko jest w porządku, a nasz związek wcale się nie posypał. I kiedy podchodzę do lampki, aby zgasić światło, rozlega się dźwięk silnika. Marszczę brwi, podchodzę do okna i obserwuję w szoku, jak z wypasionego Mustanga wychodzi Justin. Bez wahania rzucam się na dół, wybiegam przed dom i biegnę ścieżką prowadzącą do bramy. Dopiero teraz się zatrzymuję i patrzę mu w oczy. Może przyjechał się tylko pożegnać? Patrzę na tego pięknego chłopca, który jest przygnębiony, a jego twarz wyraża żal, nic więcej. 

- Przepraszam - zaczyna cicho, a moje wnętrzności się zaciskają, nie pozwalając na oddech. Boże, tak bardzo się boję, że zaraz powie, że musi odejść. Że nie chce mnie, ani naszej córki, że nie poradzi sobie z przeszłością - J-ja... - schylam głowę i przykładam dłoń do serca, jakby to miało uchronić mnie przed bólem, który roznosi się po całej klatce piersiowej - To dla mnie trudne, Brice - a więc jednak. To koniec.
- Po prostu to powiedz, Justin. Powiedz, że odchodzisz, że przeszłość wygrała. Nie katuj mnie, to boli.

- Dobrze - wzdycha ciężko, wkłada dłonie w kieszenie jeansów, a ja rozklejam się na całego. Płaczę cicho, aby mnie nie usłyszał, tępo wpatrując się w kostkę brukową - Wybacz mi, że zwlekałem tak długo. Powinienem był przyjechać natychmiast, ale potrzebowałem chwili dla siebie. Wiesz, jak bardzo cię kocham, ciebie i Amelię i jeśli jeszcze mnie chcesz... - gwałtownie podnoszę głowę, ale przez łzy ledwo go widzę. Cholera, co on mówi? - Nie chcę odchodzić, Brice. Jesteś moim wszystkim, mówiłem ci, to wiele razy. Więc błagam cię, abyś mnie teraz przytuliła i pomogła zapomnieć o przeszłości. Dasz radę to zrobić?
- Boże, Justin - rzucam się na niego, wtulam najmocniej, jak potrafię, a on unosi mnie i owija moje nogi wokół swojej talii - Pomogę ci we wszystkim, zawsze, kochanie. Tylko proszę, nie odsuwaj się ode mnie, kiedy coś idzie nie tak. Jesteśmy w tym we dwoje, poradzimy sobie. Obiecaj, że mnie nie zostawisz.
- Obiecuję, Brice. Obiecuję, że zawsze będę przy tobie i Amelii - odchyla głowę, ocieram jego łzy i czule całuję, a jego ciepły język spotyka się z moim. Odzyskałam mojego zagubionego chłopca.



Justin POV:
Życie dziwnie się układa, o czym przekonałem się na własnej skórze. Miałem dopiero dwadzieścia jeden lat, jednak sytuacja zmusiła mnie do przyśpieszonego kursu odpowiedzialności, dlatego byłem tu, a nie gdzie indziej. Może to dziwne, biorąc pod uwagę, jaki byłem jeszcze kilka miesięcy temu, ale odpowiadało mi takie życie i nie zamieniłbym tego na nic innego. Wystarczyło, że spojrzałem na piękną buzię Brice, a wiedziałem, że poradzimy sobie ze wszystkim. Byłem w niej nieprzytomnie zakochany, a nasza historia utwierdzała mnie w tym, że była moim przeznaczeniem. Takie rzeczy nie dzieją się naprawdę, ale nam się to przytrafiło. Byłem z niej cholernie dumny, bo Brice miała w sobie ogromną siłę. Tylko dzięki niej przetrwałem ciężkie chwile, kiedy dowiedziałem się o tym, jak wielką wyrządziłem jej krzywdę. Gdyby nie ona, poczucie winy nie pozwoliłoby mi normalnie funkcjonować. To moja cudowna dziewczyna poskładała mnie w całość, potrząsając i uświadamiając, że to przeszłość, o której trzeba zapomnieć. Liczyło się tu i teraz i właśnie na tym się skupimy. Była wszystkim, czego potrzebowałem w swoim życiu. Miałem zamiar ożenić się z nią i wieść spokojne życie, obiecując sobie, że będzie najszczęśliwszą kobietą na ziemi.
Bałem się pomyśleć, jak wyglądałoby moje życie, gdyby nie istniała...





K  O  N  I  E  C





********************************
Hello!
Eh, chyba nie wierzę, że kolejne opowiadanie dobiegło końca :)
Wiecie, że to było moje 28 opowiadanie? :O

Okej, przejdę do rzeczy.
Oczywiście dziękuję każdemu, kto czytał moje wypociny. 
Każdemu, kto zostawił po sobie komentarz. Wiele razy czytałam je z uśmiechem na ustach, a czasami nawet śmiejąc się na głos, kiedy ktoś psioczył i się złościł :) 

Postanowiłam zostawić sprawę z Landonem otwartą, czyli nie wyjaśniając do końca, jaki los zafundował mu szef. Możecie go uśmiercić lub wysłać na bezludną wyspę ;)

Na koniec zaproszę was na moje koleje opowiadanie. Wiem, zwariowałam! 
Powinnam przystopować, ale wena wciąż mnie nie opuszcza, dlatego korzystam i piszę, póki moja głowa paruje od pomysłów. Tym razem wracamy do klimatów, w których czuję się świetnie. I mimo, że to nie pierwszy raz z historią mafijną, czegoś takiego u mnie jeszcze nie było. Nie do końca jestem przekonana, czy wyszło tak, jak chciałam, ale raz się żyje. Opublikuję i skupię się na tym, na którym powinnam.
Dodam, że to opowiadanie to coś nowego również pod względem bohaterów. PIERWSZY raz nie jest nim Justin, co jest ciut dziwne. Moje opowiadania to typowe fanfiki, a tutaj będzie inaczej. Tak więc kto jest chętny, zapraszam do klimatu Rosji i Włoch :)

Link: BLOG, WATTPAD 

To chyba tyle, rozpisałam się :)
Jeszcze raz WIELKIE DZIĘKI! Wiecie, że was kocham ♥

Ściskam i przesyłam buziaki
Kasia